Stambulski dziennik Tomasza
Stambuł

Cześć, tu Tomasz – popołudnie, które zapoczątkowało mój stambulski notes

Na co dzień tworzę dokumentację techniczną w Poznaniu, a do Stambułu uciekam regularnie na krótkie wyjazdy. To właśnie podczas jednego jesiennego popołudnia w Sultanahmet moje luźne notatki przerodziły się w prawdziwy dziennik podróży.

Autor: Tomasz3 min czytania
Forest of illuminated marble columns inside the Basilica Cistern
Fot.: Tomasz

Cześć, mam na imię Tomasz. W Poznaniu zajmuję się na co dzień pisaniem dokumentacji technicznej – tworzę instrukcje obsługi systemów, rozrysowuję procesy oprogramowania i porządkuję skomplikowane schematy działania, aby inni mogli bez stresu rozwiązywać codzienne problemy. Taki sposób myślenia zabieram ze sobą wszędzie, także w podróż. Dwa razy do roku, zazwyczaj na czterodniowe city breaki z partnerem lub dwójką bliskich znajomych, zostawiam biurko za sobą i wsiadam w samolot do Stambułu.

Fascynuje mnie wielowarstwowość tego miasta. Uwielbiam stukot miejskich promów przecinających Bosfor, parę unoszącą się z lokalnych lokant oraz potężny ciężar historii osmańskiej i bizantyjskiej, wbudowany w każdy tutejszy kamień. Dokładnie pamiętam jednak moment, w którym moje luźne zapiski dotyczące dojazdów i połączeń przeistoczyły się w uporządkowany dziennik. Stało się to pewnego jesiennego popołudnia w Sultanahmet, w samym historycznym sercu metropolii.

Zejście pod poziom ulicy

U góry miasto tętniło swoim zwykłym rytmem. Wzdłuż Divan Yolu przetaczały się tramwaje, na rogach ulic sprzedawcy piekli kasztany, a przez plac Sultanahmet płynął nieprzerwany strumień ludzi. Ponieważ bilet kupiłem wcześniej, aby ominąć kolejkę do kasy biletowej, przeszedłem przez tory tramwajowe naprzeciwko Hagia Sophia i wszedłem prosto do cichego pawilonu wejściowego Cysterny Bazyliki.

Stone staircase descent into the dimly lit underground Basilica Cistern
Fot.: Tomasz

Zejście w dół kamiennymi schodami przyniosło natychmiastową zmianę otoczenia. Zgiełk miasta urwał się jak nożem, ustępując miejsca absolutnemu wyciszeniu, chłodnemu, wilgotnemu powietrzu podziemnych komór oraz miarowemu kapaniu wody. Po wielu godzinach na nogach ten mikroklimat podziałał na mnie niezwykle kojąco.

Poniżej, z ciemnej tafli wody, wyłaniał się las rzeźbionych marmurowych kolumn, miękko oświetlony ciepłym światłem, które powoli przesuwało się po ceglanym, sklepionym suficie. Poruszałem się bez pośpiechu po pomostach zawieszonych tuż nad wodą. Choć konstrukcja ta powstała w VI wieku jako potężny bizantyjski rezerwuar wody, do dziś zdumiewa swoją inżynieryjną lekkością i harmonią.

Illuminated wooden walkway over the water among marble columns inside the Basilica Cistern
Fot.: Tomasz

Zatrzymałem się przy Płaczącej Kolumnie, obserwując, jak wilgoć uwypukla wyryte w marmurze motywy łez. Kawałek dalej, w tylnym narożniku cysterny, podszedłem do dwóch potężnych głów Meduzy, które posłużyły jako bazy pod kolumny. Jedna z nich spoczywa na boku, druga została ustawiona całkowicie do góry nogami.

Carved stone head of Medusa placed upside down as a column base
Fot.: Tomasz

Stojąc przed tymi starożytnymi rzymskimi rzeźbami, zaadaptowanymi przez średniowiecznych budowniczych potrzebujących po prostu solidnej podstawy pod filary, wyraźnie poczułem zagęszczenie tutejszego czasu. Był to krótki, niezwykle nastrojowy przystanek pomiędzy dłuższymi spacerami, dający dokładnie takie wytchnienie, jakiego potrzebowałem.

Bilety i godziny otwarciaCysterna Bazyliki

Stolik tuż przy murach pałacu

Gdy wyszliśmy na powierzchnię, ostre światło dzienne i ruch uliczny dały o sobie znać ze zdwojoną siłą. Byliśmy głodni i czuliśmy, że pora na solidniejszy odpoczynek. Zamiast szukać miejsca w gwarnych lokalach bezpośrednio przy placu, poprowadziłem nas na tyły Hagia Sophia, w stronę Soğuk Çeşme Street – spokojnej uliczki przylegającej bezpośrednio do potężnych kamiennych murów pałacu Topkapı. Tam, schowani w cieniu historycznych zabudowań, zatrzymaliśmy się w Chimney Bistro.

Interior brick bar counter and seating at Chimney Bistro in Sultanahmet
Fot.: Tomasz

W środku panowała kameralna, schroniskowa atmosfera. Wnętrze wyróżnia się odsłoniętym ceglanym barem oraz otwartym zadaszeniem, przez które wpadał chłodny wieczorny wiatr wiejący od pałacowych blanków. Było ciepło, cicho i z dala od wycieczkowych autokarów.

Zdecydowaliśmy się na zestaw Chimney Combo, co zaoszczędziło nam dłuższego namysłu przy zamawianiu. Kiedy na stole wylądowała świeżo upieczona, parująca jeszcze pide z wołowiną, a obok talerz makaronu i dwa kieliszki wina, całe zmęczenie z minionych godzin po prostu zniknęło.

Freshly baked Turkish beef pide served on a wooden board at Chimney Bistro
Fot.: Tomasz

Siedząc tuż pod murami pałacu, wyciągnąłem z torby mały notes w kratkę. Zacząłem szkicować przebytą trasę: zaznaczyłem, jak linie tramwajowe spinają się z przystaniami promowymi w Eminönü i w jakiej kolejności odwiedzać punkty, aby dzień upłynął płynnie i bez zbędnych kroków. Wtedy zrozumiałem, że Stambuł sprawia wrażenie chaotycznego tylko do momentu, gdy rozrysuje się jego praktyczny rytm.

Zarezerwuj zestaw w bistroChimney Bistro, Sultanahmet

Ten wpis w notesie był pierwszym z wielu. Przez kolejne lata skrupulatne, przejrzyste notatki ułatwiające poruszanie się po tym wielowarstwowym mieście przekształciły nasze wyjazdy w autentycznie bezstresowy wypoczynek – i to właśnie dlatego wciąż do nich wracam.